10 czerwca 2018

Co mnie inspiruje?

Calvin Harris, Dua Lipa - One Kiss


Choć mój blog nie wygląda jakby był prowadzony przez osobę z milionem pomysłów na minutę, to właśnie taką osobą jestem. Co inspiruje mnie do wymyślania nowych postów, które wpisuję na listę do zrealizowania? Do zrobienia nowych zdjęć? Wymyślenia outfitu, jutrzejszego obiadu czy wybrania miejsc do odwiedzenia? 
Odpowiedź na powyższe pytania jest jedna: WSZYSTKO. Zaczynając od ludzi widzianych na ulicy, muzyki słuchanej w autobusie, zdjęć widzianych w internecie, aż do jednego, czasem nawet głupiego przedmiotu, dzięki któremu w głowie układam sobie pomysł na cokolwiek. Brzmi dość prosto i może nawet głupio? Nic nie poradzę, tak już mam.

Od dziecka chciałam być piosenkarka jak Hannah, tancerką jak Cece, prowadzić program jak Carly czy chodzić do szkoły z utalentowanymi ludźmi jak Victoria. Ostatnie oglądanie bajek właśnie mi o tym przypomniało i chociaż nie mam zadatków na żadną z tych osób, w swoim życiu zainspirowana filmem czy serialem próbowałam wielu zawodów. Łatwo stwierdzić, że ostatecznie żaden z nich nie zagościł w moim życiu na dłużej, ale mimo wszystko nadal potrafię czerpać inspirację z każdej błahostki. 

Tworzenie stylizacji to u mnie dość długi proces. Choć pomysłów jest wiele, to moja figura, wzrost i zawartość szafy totalnie mi nie pomagają. Muszę przyznać, że wiele sesji zostało odwołanych z powodu „NIE MAM CO NA SIEBIE UBRAĆ". Jak widzicie, moje stylizacje zupełnie się nie wyróżniają. Pokazuję to, w czym chodzę na co dzień, ale czasem chciałabym zaszaleć! Może kiedyś mi się to uda :)

JACKET - ? | T-SHIRT - BERSHKA & LEVI'S | BELT - ZAFUL


Read more

14 maja 2018

HAUL ZAKUPOWY #7 (Rossmann, Natura, Cocolita...)

C-BooL - Wonderland
Zakupy to dość rzadkie zajęcie w moim codziennym życiu, dlatego haule nie pojawiają się tutaj zbyt często. Ostatni jaki wstawiłam dotyczył zakupów z Rossmanna po promocji -55%. Dziś przychodzę do Was z czymś podobnym, choć do samego Rossmanna ograniczać się nie będę. Zebrałam zakupy z ostatnich miesięcy, które udało mi się zrobić na przecenach i trochę Wam o nich opowiem, bo większość zdążyłam już przetestować. Poza przedstawionymi produktami do mojej szuflady trafiły także kosmetyki, których jestem pewna i chętnie do nich wracam. Większość z nich możecie zobaczyć tutaj.

Zacznę od baz, do których, jeśli mam być szczera, nigdy nie byłam przekonana. Uważałam, że są zupełnie zbędne w moim makijażu i nic nie zmienią. Zdecydowanie się myliłam! Perłowa baza Bielenda Make-up Academie sprawdza się idealnie na zaczerwienienia. Widzę sporą różnicę po nałożeniu jej na twarz. Dodatkowo sprawia, że buzia jest mięciutka i nawilżona. AA Beauty Primer 360 to już trochę inna bajka. Dzięki niej pory są mniej widoczne, a skóra nieco zmatowiona. Połączeniem obu tych baz jest dla mnie krem Evree Magic Rose – totalny ulubieniec! Reguluje zaczerwienienia, nawilża, ale jednocześnie matuje i sprawia, że pory są mniej widoczne. Już zdążyłam kupić na Cocolicie kolejny na zapas!
Skoro twarz mamy już przygotowaną do makijażu za pomocą baz, przejdźmy do podkładów. Jakiś czas temu dostałam paczkę z nowymi podkładami Rimmela – Lasting Finish Breathable. Co prawda kolorki zdecydowanie dla mnie za ciemne, ale nie zniechęciło mnie to do przetestowania. Nałożyłam go na buźkę przed sprzątaniem i byłam naprawdę zdziwiona, gdy po zrobieniu wielu męczących rzeczy produkt wyglądał na twarzy nieskazitelnie. Lekka formuła, zero efektu maski i niecodzienny, ale bardzo przyjemny w użyciu aplikator. Chętnie kupię go w odpowiednim kolorze na jakiejś promocji, bo niestety regularna cena jest dość wysoka. Drugą nowością w mojej kolekcji jest podkład Eveline Art Scenic (kość słoniowa). Tyle osób go polecało, że musiałam wreszcie po niego sięgnąć. Nie miałam jednak okazji jeszcze go przetestować. Jakoś wypadło mi z głowy, że w ogóle go mam, dopóki nie zrobiłam tych zdjęć! Trzeci pokazany przeze mnie produkt na zdjęciu to coś, bez czego nie ruszam się na żaden wyjazd w wakacje. Pokochałam Krem BB z Under20 kilka lat temu i zawsze znajdziecie go w moim domu. Ma całkiem fajne krycie, ale niestety nie matuje ani trochę, mimo że na opakowaniu jest przedstawiany jako krem matujący. Jako bladzioch niestety często mam problem z dobraniem podkładu, co zresztą można zauważyć po ilości tych produktów w mojej „kolekcji”. Po dostaniu paczki od Rimmela stwierdziłam, że podkład zmarnować się nie może, więc zakupiłam rozjaśniacz - Brightener of Foundation Colour z Hean. Nie wiem jak spisuje się na dłuższą metę, na ile starcza opakowanie przy codziennym używaniu, ale jednorazowo sprawdził się super. Jest on dostępny w drogerii Hebe.
Nowość w szafie Lovely to inspirowany Tarte Shape Tape korektor „ Liquid Camouflage”. Przyznam, że do zakupienia go skusiłam się przez opakowanie i choć mówią „nie oceniaj książki po okładce”, to w tym przypadku okładka sprawiła, że trafiłam z produktem w dziesiątkę! Największym plusem jest chyba fakt, że wystarczy naprawdę odrobina, by rozświetlić cały obszar pod oczami. Dodatkowo jest bardzo tani, co sprawia, że uwielbiam go jeszcze bardziej i jeśli się skończy – na pewno do niego wrócę.
Czym byłby makijaż bez utrwalenia i zmatowienia? Choć moimi ulubieńcami są sypki puder z Wibo i Stay Matte z Rimmela, to chętnie testuję też nowe produkty. To malutkie pudełeczko zamówiłam myśląc, że jest nieco większe. Przynajmniej przy sprawdzeniu wagi takie właśnie mi się wydawało. Z rozmiarem nie trafiłam, ale z pudrem już tak. Ecocera Bamboo Powder spisuje się wspaniale i przy następnych zakupach na Cocolicie dodam do koszyka większy rozmiar. Miss Sporty So Matte to kolejny z niewielu w tym poście produkt, którego nie miałam okazji jeszcze przetestować.
Choć na początku odesłałam Was do innego postu, w którym pokazuję swoje zakupy ze standardowymi produktami, to widok nieruszonej pomady skradł moje serce do tego stopnia, że musiałam wstawić ją do tego haulu. Może to jakieś zboczenie, spowodowane sporą ilością fotografii w moim życiu, ale zdjęcie naprawdę mi się spodobało haha. Jednak nie o zdjęciach będziemy tu rozmawiać, a o pomadzie z Wibo. Pierwszą kupiłam od razu po jej premierze i mimo tego, że sporo osób narzekało, że szybko zasycha – u mnie wytrzymała ponad rok! Kosmetyki niestety nie żyją wiecznie, dlatego skusiłam się na nowe opakowanie. Zdecydowanie jeden z najlepszych produktów do brwi jakie posiadałam czy posiadam.
Podkład jest, puder jest, to teraz zajmiemy się sprawieniem, by nasza twarz nie wyglądała "płasko". Przy ostatnim poście z kosmetykami wspomniałam, że szukam odpowiedniego produktu do konturowania. Po przetestowaniu kilku takich artykułów śmiało mogę stwierdzić, że go znalazłam. Kobo Matt Bronzing & Counturing Powder w odcieniu Sahara Sand to właśnie to, czego szukałam. Odcień, o którym mowa jest idealny dla jasnych karnacji. Warto wspomnieć również o tym, że bronzer nie robi plam i łatwo się z nim pracuje. Obok zobaczyć możecie także bronzer Lovely w odcieniu Milky Chocolate. Ten jest już ciemniejszy i użyję go, gdy moja skóra nabierze słonecznego odcieniu.
Oprócz konturowania warto pamiętać także o rozświetleniu. Rozświetlacze to zdecydowanie moja ulubiona część makijażu. Myślę, że dodają twarzy czegoś niesamowitego! Postanowiłam wreszcie wypróbować jak sprawują się produkty na mokro i tutaj ponownie się zakochałam. Face Makeup Water Proof Highlighter Stick Rosegal (odcień 01) cudownie podbija blask rozświetlacza w kamieniu. Nieważne, z czym go połączycie, razem tworzą piękną taflę na naszych policzkach. Wibo Selfie Loose Shimmer (Gold) to coś, czego nie używałabym raczej na policzki, no, chyba że właśnie do zdjęć. Z tego, co zauważyłam, zawiera dość sporo brokatu, co daje piękny efekty tylko na fotografii. Na co dzień sprawdza się jednak idealnie w kącik oka czy pod brew i tam właśnie go wykorzystuję. Jeśli chodzi jednak o rozświetlacze w kamieniu mam Wam do polecenia dwa produkty. Pierwszy MySecret Face Illuminator w odcieniu Sparkling Beige to artykuł nadający się zarówno do chłodnej, jak i ciepłej karnacji. Daje przepiękny efekt. Wibo Diamond Illuminator = niska cena i super jakość. Podobnie jak w przypadku kultowych rozświetlaczy z Lovely.
Kolejne produkty mają wielu swoich przeciwników, jak i zwolenników. Ja należę do tych drugich. Nie wyobrażam sobie pełnego makijażu, a tym bardziej konturowania bez ubarwienia polików odrobiną żywego odcieniu różu. Twarz dzięki Wibo Smooth&Wear Blusher (na zdjęciach nr 5 i 6) wygląda na zdecydowanie żywszą, zdrowszą.
Rzęsy w makijażu są dla mnie równie ważne. Tak jak brwi potrafią odmienić naszą twarz w zależności od tego jak bardzo je podkreślimy. Z pokazanych przeze mnie produktów aktualnie przetestowałam jedynie dwa: Maybellinne Lash Sensational oraz Miss Sporty Pump Up Booster. Pierwszy jest dla mnie klasykiem i wracam do każdej jego wersji. Drugi zdecydowałam się kupić po tym, jak przypadkowo znalazł się w mojej kosmetyczce po powrocie z Poznania.
Popękane i suche usta zimą to moja największa zmora. Czasem bywa tak, że nawet do wiosny męczę się z doprowadzeniem ich do normalnego stanu. W tym roku zdecydowałam się jednak zaopatrzyć w dwa nowe produkty, typowo do pielęgnacji. Evree Sugar Lips zachwycił mnie od samego otworzenia. Prosty, ale bardzo ładny design. Zapach przepiękny, a do tego działa tak jak powinien. Usta są nawilżone, mięciutkie i pozbawione suchych skórek. Nawilżeniem zajął się także dość popularny balsam, jakim jest Carmex. Wersja, którą wybrałam, pachnie przepięknie, a nawilżenie utrzymuje się nawet po „zjedzeniu” produktu.
Będąc już przy temacie ust, wspomnę o moich nowych odkryciach. Nie przykładam zbyt wielkiej uwagi do koloru moich warg i zazwyczaj zostawiam je z samym balsamem, ale czasem tak bez żadnego powodu po prostu mam ochotę je pomalować. Bell HYPOAllergenic Mat Liquid Lipstick (nr 01 Florence) to zdecydowanie najtrwalsza matowa pomadka, z jaką miałam styczność. Niestety przy tym bardzo wysuszająca. Powiększyłam także swoją kolekcję K’Lips. Tym razem zdecydowałam się na odcienie Candy Shop oraz Pink Poison. Dodatkowo skusiłam się na konturówki z Lovely: Perfect Line nr 1 i nr 2, a także Wibo: Automatic Line nr 5 i Nude Lips nr 2. Mimo chęci nie udało mi się przedstawić kolorków na ustach ani ręce. Niestety robienie zdjęć samemu jest dość trudne w takich przypadkach.
No i na sam koniec zostawiłam największego ulubieńca, co sami możecie zauważyć po zużyciu. Giorgio Armani "Si" to najpiękniejszy zapach, jakim kiedykolwiek mogłam się perfumować. W opisywaniu zapachów nie jestem mistrzem, jednak zdecydowanie jest wart polecenia ze względu na wyjątkowość swoich nut zapachowych i trwałość, z jaką utrzymuje się na skórze czy ubraniach.
Mam nadzieję, że mała odskocznia w formie pokazywania zakupów Wam się spodoba. W komentarzach koniecznie dajcie znać czy znacie któryś z tych produktów, co o nich sądzicie i czy chcielibyście więcej postów tego typu. Będzie mi też niezmiernie miło, jeśli napiszecie, co sądzicie o zdjęciach. Pierwszy raz fotografowałam przy lampie, która znacznie ułatwia pracę, ale jednocześnie ją utrudnia :) Dodatkowo - w bocznej kolumnie umieściłam ankietę, która znacznie ułatwi mi dobieranie postów wstawianych na stronę, więc zapraszam do zagłosowania!

Na Zaful oraz  Rosegal aktualnie trwają promocje, więc jeśli chcielibyście coś zamówić - warto zrobić to teraz! Zostawiam Wam linki do obu sklepów :)

ROSEGAL
ZAFUL


Read more

29 kwietnia 2018

Diary of Movies: ZAC EFRON

Rewrite The Stars (from The Greatest Showman Soundtrack) 
Prędzej czy później seria filmowa musiała być zatytułowana nazwiskiem jednego z moich ulubionych aktorów. Jak widzicie, wybrałam opcję „prędzej” i już w drugim poście pragnę przedstawić Wam kilka wybranych filmów, w których zagrał Zac Efron. Nie muszę chyba wspominać, że wiele z nich obejrzałam tylko ze względu na niego i prawdopodobnie dzięki temu figurują na znacznie wyższych miejscach w rankingu moich ulubionych. Tak czy siak, wymienione niżej pozycje zasługują na polecenie nie tylko dlatego. Zapraszam do lektury!

Zac urodził się 18 października 1987 roku w San Luis Obispo (w stanie Kalifornia). Gdy był małym chłopcem, występował w szkolnych przedstawieniach. Chodził również na lekcje śpiewu. Jego kariera aktorska rozpoczęła się w 2002 roku. Początkowo grywał jedynie epizodyczne role w serialach. Z czasem dołączył nawet do stałej obsady jednego z nich. Światową rozpoznawalność zapewniła mu jednak seria znanych wszystkim musicali - High School Musical. Tam Efron wykazał się nie tylko umiejętnościami aktorskimi, ale również wokalnymi, choć w niektórych piosenkach jego głos został zmiksowany z głosem kanadyjskiego piosenkarza - Dreewa Seeleya.

ZNÓW MAM 17 LAT
Lubianemu przez wszystkich Mike’owi O'Donnellowi, uczniowi ostatniej klasy szkoły średniej, na pozór niczego nie brakuje do szczęścia. Jako gwiazda szkolnej drużyny koszykówki ma to, o czym marzą dzieciaki w jego wieku: popularność, uwielbienie u płci przeciwnej i szansę na stypendium w collegu gwarantujące mu profesjonalną karierę sportową. Podczas ważnego meczu dowiaduje się, że jego ukochana jest z nim w ciąży. Męski honor i odpowiedzialne podejście do życia wpływają na jego decyzję - postanawia on zrezygnować ze wszystkiego i związać się ze swoją miłością na stałe, by jej i swojemu jeszcze nienarodzonemu dziecku zapewnić jak najlepszy byt. Kilkanaście lat później jego życie diametralnie się różni od jego wyobrażeń. Rozwód z żoną, brak szacunku ze strony dzieci, awans, który przechodzi koło jego nosa oraz mieszkanie z szalonym przyjacielem nie są ambicjami, dla których porzucił swoje młodzieńcze plany na przyszłość. Zaczyna żałować swoich wyborów. Bohater wraca więc wspomnieniami do liceum i postanawia odwiedzić swoją dawną szkołę, gdzie spotyka tajemniczego woźnego. Dalsze wydarzenia sprawiają, że Mike wraca do domu jako 17-latek. Początkowo ma w planie przeżyć wszystko lepiej, lecz szybko zauważa, że podjęta decyzja była tą najlepszą, a rodzina jest dla niego najcenniejsza. Bohater dzięki swojemu powrotowi ma okazję zobaczyć, z jakimi problemami borykają się jego dzieci i dzięki temu zrozumieć ich bardziej. Głównym problemem, z jakim przychodzi mu się stawić to, jak znaleźć sposób na powrót do swojego wieku, by odzyskać ukochaną żonę i autorytet w oczach dzieci? Dowiecie się wszystkiego po obejrzeniu komedii przepełnionej śmiechem, płaczem i zaskakującymi zwrotami akcji.

CHARLIE ST. CLOUD
Tytułowy Charlie St. Cloud to obiecujący młody żeglarz. On i jego młodszy brat - Sam, są wychowywani przez samotną matkę. Kiedy Charlie zaczyna planować swoje życie, składa obietnicę bratu. Każdego dnia, o zachodzie słońca będzie uczył go grać w baseball. Pewnego wieczoru dochodzi do tragedii. Sam ginie w wypadku samochodowym, Charlie natomiast zostaje uratowany przez zdeterminowanego ratownika medycznego. Na pogrzebie dostrzega on ducha brata. Obaj składają sobie przyrzeczenie – ich umowa o nauce gry w baseball jest nadal aktualna. Starszy brat porzuca swoje dawne życia i podejmuje pracę na cmentarzu jako dozorca. Punktem zwrotnym w życiu Charlie’go staje się powrót do miasta jego koleżanki, Tess. Ich wspólna pasja pozwala na oderwanie się od codziennego rytuału. W Charlie’m budzi się uczucie, którego za wszelką cenę nie chciał do siebie dopuszczać. Jak poradzi sobie St. Cloud z wyborem między obietnicą złożoną bratu, a miłością do Tess?

CO TY WIESZ O SWOIM DZIADKU?
Przyszły Pan Młody – Jason, młody prawnik pracujący w firmie swojego ojca, zabiera swojego dziadka, świeżo upieczonego wdowca, na przejażdżkę po Florydzie. Dick, bo tak właśnie ma na imię przodek głównego bohatera, nigdy nie miał zbyt dobrego kontaktu ze swoim synem. W ostatnim czasie zaniedbał również kontakt z wnukiem. Postanawia z tego powodu zmienić Jasona z nudnego młodzieńca, w prawdziwego mężczyznę. Podróż ta ma jednak „drugie dno”. Poza zabawą, Dick chce przekonać wnuka, że kobieta, z którą niebawem zamierza się ożenić, nie jest dla niego odpowiednia. Film naszpikowany został przekleństwami i w pewnych momentach niesmacznymi żartami, ale to chyba właśnie jego „urok”. Pokazuje, że osoba starsza nie musi być tzw. zgredem i czekać na śmierć. Przeglądając opinie w internecie przed obejrzeniem filmu, spodziewałam się czegoś gorszego - większość była negatywna. Mnie za to się podobało!

WE ARE YOUR FRIENDS
Cole, Mason, Wiewiór i Ollie to dobrzy znajomi, którzy większość wolnego czasu spędzają na imprezowaniu i beztroskiej zabawie. Cole, który jako jedyny z paczki ma zadatki na dobrego DJ-a, nocami pracuje nad hitem, którym chce podbić świat. Nastolatkowie dorabiają zapraszając ludzi do lokalu, w którym sami pojawiają się, co czwartek. To właśnie tam Cole całkiem przypadkowo poznaje starszego, sławnego DJ’a – Jamesa. Dzięki niemu bohater ma możliwość rozwinięcia swojej kariery, a co za tym idzie - brania udziału w kolejnych, większych imprezach. Cole, James i jego dziewczyna - Sophie stają się nierozłączni. Niestety sprawy się komplikują, gdy między Cole’m i Sophie zaczyna iskrzyć, a paczka znajomych zaczyna popadać w konflikty. Jesteście ciekawi jakie? Wszystkiego dowiecie się po obejrzeniu tego jakże głośnego, emocjonującego i efektownego kinowego hitu.

BAYWATCH. SŁONECZNY PATROL
Jak co roku załoga Baywatch, patrolująca słoneczne plaże Emerald City ma zostać poszerzona o nowych członków, którzy by zdobyć pracę muszą ukończyć wymyślny wyścig z przeszkodami. Jednym z kandydatów jest nielubiany przez dowodzącego ratownika, niestroniący od zabawy, były olimpijczyk - Matt Brody, który na plaży odpracowuje godziny społeczne wyznaczone przez sąd. Chłopak nieszczególnie lubi działać w grupie, co zdecydowanie nie ułatwia pracy z nim. Mitch Buchannon mimo wszystko musi połączyć z nim swoje siły i nadal chronić ludzi, nie tylko na plaży. W okolicy bowiem odkrywają kryminalny spisek, który może zagrozić przyszłości ich ukochanej zatoki.


KRÓL ROZRYWKI
Chłopak z nizin społecznych, syn krawca zakochuje się w arystokratycznej dziewczynie. W filmie ukazane są kolejno najważniejsze wydarzenia z życia bohatera: miłość, założenie rodziny, strata pracy i życie w biedzie, aż w końcu założenie cyrku. Wszystko to z idealną oprawą muzyczną, która, przyznam szczerze, w niektórych momentach sprawiła, że w oku zakręciła mi się łza. Ale może trochę konkretniej. P.T. Barnum, chcąc zapewnić rodzinie dobry byt po stracie pracy, otwiera muzeum osobliwości. Niestety nie cieszy się ono zbyt wielką popularnością. Zaczyna więc poszukiwania dziwaków, którzy mogliby urozmaicić jego przedsięwzięcie. Na swojej drodze spotyka Phillipa Carlyle’a, który pomaga mu rozkręcić biznes. Niestety w jego życiu pojawia się również pewna kobieta z nieziemskim głosem. Wszystko obraca się do góry nogami. Jak potoczą się dalsze losy rodziny Barnuma i jego cyrku? Tego musicie dowiedzieć się sami. Motywem głównym jest tu życie wielkiego showmena i biznesmena P. T. Barnuma. Film ten ponadto oparty został na prawdziwej historii. Przepełniony jest nadzieją i zawirowaniami, które nie zawsze szybko mogą doprowadzić do sukcesu. Aktorzy świetnie odnaleźli się w swoich rolach, dzięki czemu całość ogląda się z przyjemnością! Na ten film wybrałam się do kina i zdecydowanie tego nie żałuję.

Jeśli gdzieś zdradziłam Wam za dużo – musicie mi to wybaczyć. Czasem przy opisywaniu filmów nie potrafię powiedzieć sobie stop, szczególnie jeśli w opisie na stronie internetowej znajdę zdanie budzące we mnie wenę. Mimo wszystko najlepiej zobaczyć je samemu!

Koniecznie dajcie znać w komentarzach czy oglądaliście, któryś z tych filmów i jeśli tak to, czy Wam się podobał. Będę też bardzo wdzięczna, jeśli napiszecie kogo chcielibyście w kolejnym poście z tej serii i czy w ogóle powinnam ją kontynuować. Udanej majówki!


Read more

15 kwietnia 2018

TOMMY X GIGI SPRING 2018 COLLECTION

The Chainsmokers - Sick Boy

Po przejrzeniu tegorocznej, wiosennej kolekcji Tommy x Gigi, postanowiłam ponownie przedstawić Wam, co modelka i znany projektant wspólnie stworzyli. Jest to już czwarta seria przy współpracy z Hadid. Jesienne projekty są równie piękne, ale mam wrażenie, że zdecydowanie więcej słyszy się o tych wiosennych. Premiera kolekcji odbyła się 25 lutego, podczas pokazu TOMMYNOW, który zamykał tydzień mody w Mediolanie. Oglądać go na żywo miała okazję m.in. Maffashion. Tak jak rok temu, na wybiegu mogliśmy zobaczyć młodszą siostrę Hadid - Belle, zaskoczeniem dla mnie było jednak pojawienie się tam również brata dziewczyn - Anwar'a. Projekty utrzymane są w klimacie wyścigów: skórzane kurtki, naszywane logotypy czy motyw czarno-białej szachownicy. Zachowano przy tym jednak charakterystyczną dla marki kolorystykę - odcienie czerwieni, bieli i niebieskiego. Projektant tłumaczy, że jest to "połączenie jego miłości do sportów motorowych i charakterystycznego stylu Gigi". Trzeba przyznać, że Tommy Hilfiger i Gigi Hadid to duet wręcz idealny. Ich wspólne kolekcje cieszą się ogromną popularnością i szybko znikają ze sklepowych wieszaków. Chyba nikogo nie zdziwi fakt, że wszystkie ubrania chętnie przygarnęłabym do swojej szafy. Kolekcje Tommy x Gigi mają w sobie coś, co całkowicie trafia w mój gust i choć jeszcze nic nie wpadło w moje ręce, to mam nadzieję, że z czasem się to zmieni. Dajcie znać jak podoba Wam się kolejna odsłona tej współpracy!

 

































źródło - eu.tommy.com
Read more
Zaula, 2017