02 lipca 2018

PIERWSZY ROK ZA MNĄ - Technik fotografii i multimediów

Ed Sheeran - Photograph

Fotografia w ostatnich latach stała się popularnym kierunkiem wybieranym przez nastolatków. Jakie są moje odczucia po pierwszym roku kształcenia się w tym zawodzie? Pewnie wiele moich rówieśniczek zupełnie się ze mną nie zgodzi – jednak dla mnie, było ciężko. Przyznam się Wam nawet, że w pewnych momentach szkoła całkowicie odbierała mi chęci do sięgania po aparat. Czułam się zmęczona robieniem zdjęć, byłam zła gdy mi nie wychodziło i nie miałam ochoty brnąć w to dalej. Nieraz przeszła mi przez głowę myśl "co ja właściwie robię w tej szkole?". Mimo to, nie poddawałam się. Fotografia od zawsze pasjonowała mnie tak mocno, że żadne negatywne sytuacje nie byłyby w stanie odsunąć mojego serca od niej. Pierwszy rok przepełniony był wątpliwościami, sporą ilością pracy i obowiązków. Jestem pewna, że kolejne trzy będą jeszcze bardziej wyczerpujące, ale to tylko motywuje mnie do pracy oraz dążenia do bycia coraz lepszą na tym kierunku.
Mój profil zainteresował wielu z Was, w komentarzach pojawiło się również kilkanaście pytań. Dlatego postanowiłam dodać dzisiaj post poświęcony w 100% mojej edukacji na fototechniku. Normalne zajęcia nie różnią się zbyt wiele od tych standardowych, mamy podstawowe lekcje jak matematyka, polski czy języki, ale prócz nich w planie dodatkowo figurują zajęcia przygotowujące do zawodu – teoretyczne, jak również praktyczne. W pierwszym roku rozkład zajęć zawodowych dzielił się na techniki fotograficzne, w których skład wchodziła ciemnia, studio oraz reportaż. Pierwsze z nich tzn. ciemnia, jak nazwa wskazuje, odbywały się w ciemni. :D Tam zajmowaliśmy się wywoływaniem wcześniej naświetlonego przez nas filmu, a także wykonywaniem jego odbitek. Studyjne zajęcia w pierwszym roku charakteryzowały się ujęciami katalogowymi – w najprostszym tego słowa znaczeniu fotografowaliśmy rzeczy użytkowe. Na reportażu zaś głównym tematem zdjęć były sytuacje życia codziennego, które w mniejszym lub większym stopniu poruszały ważne aspekty życia codziennego. To tyle z zajęć praktycznych. Lekcje teoretyczne natomiast przepełnione były informacjami i nawet ich ogromna ilość nie umniejszała jakości pochłanianego przez nas, uczniów przekazu. Oprócz zawodowych zajęć, od drugiego roku rozszerzam angielski oraz chemię.
Tak jak wspominałam, fotografia pasjonowała mnie od dawna, dlatego starałam się z całych sił opanować podstawy przed rozpoczęciem nauki w tym technikum, jednak jak się później okazało – nie można było nazwać ich nawet podstawami podstaw. Dopiero na zajęciach foto dotarło do mnie o jak wielu sprawach nie miałam do tamtej pory pojęcia. Szczerze mogę powiedzieć, że Abramowski otworzył mi szerzej oczy na całą techniczną stronę fotografii. Nauczyłam się wielu potrzebnych umiejętności, pojęłam sporo teorii, z której dobroci korzystają profesjonalni fotografowie oraz graficy. Pójście do tego technikum, oprócz swoich dobrych stron niosło również za sobą wielki strach – w końcu nikogo w nim nie znałam, a mi jako osobie nieśmiałej czasami trudno o szybkie nawiązywanie relacji. Wiele z was pyta o kwestie techniczne – jaki aparat i czy trzeba mieć od początku swój. Szczerze, jeśli ktoś niezbyt zna się na aparatach, lepiej dla niego, by z zakupem się wstrzymał – w naszej szkole można wypożyczyć aparat na zajęcia, potrzebna jest tylko karta. Na lekcjach zaś - z pomocą profesorów bez problemu można dobrać sprzęt odpowiedni do zdjęć, a przy tym nie krzywdzić portfela nieprzemyślanymi zakupami. Sama korzystam z Nikona D3200 i jeśli chodzi o początki to był niezły, niestety wraz z moim wzrostem wymagań, wzrosła również chęć zmiany go na coś lepszego.
Podsumowując, kierunek ten poleciłabym jak najbardziej osobom z prawdziwą pasją. Tenże zawód, chociaż na pozór wydaje się prosty to wcale taki nie jest. Analogicznie jest z nauką przygotowującą do niego – bez zapału, chęci i samozaparcia w doskonaleniu technik nic niestety nie zdziałamy, a stracimy wiele nerwów.












Mam nadzieję, że wystarczająco dogłębnie przedstawiłam wam ten kierunek, jednak jeśli nie, a wam w głowie nadal świtają jakieś pytania to bez skrępowania zadawajcie je w komentarzach – na spokojnie na nie odpowiem!

Postanowiłam również zapożyczyć od Klaudii z bloga ayuna-chan.blogspot.com pomysł na "nagradzanie" najciekawszych komentarzy. W następnym poście polecę jeden lub dwa blogi, których autorzy najciekawiej skomentowali ten post :)



Read more

10 czerwca 2018

Co mnie inspiruje?

Calvin Harris, Dua Lipa - One Kiss


Choć mój blog nie wygląda jakby był prowadzony przez osobę z milionem pomysłów na minutę, to właśnie taką osobą jestem. Co inspiruje mnie do wymyślania nowych postów, które wpisuję na listę do zrealizowania? Do zrobienia nowych zdjęć? Wymyślenia outfitu, jutrzejszego obiadu czy wybrania miejsc do odwiedzenia? 
Odpowiedź na powyższe pytania jest jedna: WSZYSTKO. Zaczynając od ludzi widzianych na ulicy, muzyki słuchanej w autobusie, zdjęć widzianych w internecie, aż do jednego, czasem nawet głupiego przedmiotu, dzięki któremu w głowie układam sobie pomysł na cokolwiek. Brzmi dość prosto i może nawet głupio? Nic nie poradzę, tak już mam.

Od dziecka chciałam być piosenkarka jak Hannah, tancerką jak Cece, prowadzić program jak Carly czy chodzić do szkoły z utalentowanymi ludźmi jak Victoria. Ostatnie oglądanie bajek właśnie mi o tym przypomniało i chociaż nie mam zadatków na żadną z tych osób, w swoim życiu zainspirowana filmem czy serialem próbowałam wielu zawodów. Łatwo stwierdzić, że ostatecznie żaden z nich nie zagościł w moim życiu na dłużej, ale mimo wszystko nadal potrafię czerpać inspirację z każdej błahostki. 

Tworzenie stylizacji to u mnie dość długi proces. Choć pomysłów jest wiele, to moja figura, wzrost i zawartość szafy totalnie mi nie pomagają. Muszę przyznać, że wiele sesji zostało odwołanych z powodu „NIE MAM CO NA SIEBIE UBRAĆ". Jak widzicie, moje stylizacje zupełnie się nie wyróżniają. Pokazuję to, w czym chodzę na co dzień, ale czasem chciałabym zaszaleć! Może kiedyś mi się to uda :)


JACKET - ? | T-SHIRT - BERSHKA & LEVI'S | BELT - ZAFUL


Read more

14 maja 2018

HAUL ZAKUPOWY #7 (Rossmann, Natura, Cocolita...)

C-BooL - Wonderland
Zakupy to dość rzadkie zajęcie w moim codziennym życiu, dlatego haule nie pojawiają się tutaj zbyt często. Ostatni jaki wstawiłam dotyczył zakupów z Rossmanna po promocji -55%. Dziś przychodzę do Was z czymś podobnym, choć do samego Rossmanna ograniczać się nie będę. Zebrałam zakupy z ostatnich miesięcy, które udało mi się zrobić na przecenach i trochę Wam o nich opowiem, bo większość zdążyłam już przetestować. Poza przedstawionymi produktami do mojej szuflady trafiły także kosmetyki, których jestem pewna i chętnie do nich wracam. Większość z nich możecie zobaczyć tutaj.

Zacznę od baz, do których, jeśli mam być szczera, nigdy nie byłam przekonana. Uważałam, że są zupełnie zbędne w moim makijażu i nic nie zmienią. Zdecydowanie się myliłam! Perłowa baza Bielenda Make-up Academie sprawdza się idealnie na zaczerwienienia. Widzę sporą różnicę po nałożeniu jej na twarz. Dodatkowo sprawia, że buzia jest mięciutka i nawilżona. AA Beauty Primer 360 to już trochę inna bajka. Dzięki niej pory są mniej widoczne, a skóra nieco zmatowiona. Połączeniem obu tych baz jest dla mnie krem Evree Magic Rose – totalny ulubieniec! Reguluje zaczerwienienia, nawilża, ale jednocześnie matuje i sprawia, że pory są mniej widoczne. Już zdążyłam kupić na Cocolicie kolejny na zapas!
Skoro twarz mamy już przygotowaną do makijażu za pomocą baz, przejdźmy do podkładów. Jakiś czas temu dostałam paczkę z nowymi podkładami Rimmela – Lasting Finish Breathable. Co prawda kolorki zdecydowanie dla mnie za ciemne, ale nie zniechęciło mnie to do przetestowania. Nałożyłam go na buźkę przed sprzątaniem i byłam naprawdę zdziwiona, gdy po zrobieniu wielu męczących rzeczy produkt wyglądał na twarzy nieskazitelnie. Lekka formuła, zero efektu maski i niecodzienny, ale bardzo przyjemny w użyciu aplikator. Chętnie kupię go w odpowiednim kolorze na jakiejś promocji, bo niestety regularna cena jest dość wysoka. Drugą nowością w mojej kolekcji jest podkład Eveline Art Scenic (kość słoniowa). Tyle osób go polecało, że musiałam wreszcie po niego sięgnąć. Nie miałam jednak okazji jeszcze go przetestować. Jakoś wypadło mi z głowy, że w ogóle go mam, dopóki nie zrobiłam tych zdjęć! Trzeci pokazany przeze mnie produkt na zdjęciu to coś, bez czego nie ruszam się na żaden wyjazd w wakacje. Pokochałam Krem BB z Under20 kilka lat temu i zawsze znajdziecie go w moim domu. Ma całkiem fajne krycie, ale niestety nie matuje ani trochę, mimo że na opakowaniu jest przedstawiany jako krem matujący. Jako bladzioch niestety często mam problem z dobraniem podkładu, co zresztą można zauważyć po ilości tych produktów w mojej „kolekcji”. Po dostaniu paczki od Rimmela stwierdziłam, że podkład zmarnować się nie może, więc zakupiłam rozjaśniacz - Brightener of Foundation Colour z Hean. Nie wiem jak spisuje się na dłuższą metę, na ile starcza opakowanie przy codziennym używaniu, ale jednorazowo sprawdził się super. Jest on dostępny w drogerii Hebe.
Nowość w szafie Lovely to inspirowany Tarte Shape Tape korektor „ Liquid Camouflage”. Przyznam, że do zakupienia go skusiłam się przez opakowanie i choć mówią „nie oceniaj książki po okładce”, to w tym przypadku okładka sprawiła, że trafiłam z produktem w dziesiątkę! Największym plusem jest chyba fakt, że wystarczy naprawdę odrobina, by rozświetlić cały obszar pod oczami. Dodatkowo jest bardzo tani, co sprawia, że uwielbiam go jeszcze bardziej i jeśli się skończy – na pewno do niego wrócę.
Czym byłby makijaż bez utrwalenia i zmatowienia? Choć moimi ulubieńcami są sypki puder z Wibo i Stay Matte z Rimmela, to chętnie testuję też nowe produkty. To malutkie pudełeczko zamówiłam myśląc, że jest nieco większe. Przynajmniej przy sprawdzeniu wagi takie właśnie mi się wydawało. Z rozmiarem nie trafiłam, ale z pudrem już tak. Ecocera Bamboo Powder spisuje się wspaniale i przy następnych zakupach na Cocolicie dodam do koszyka większy rozmiar. Miss Sporty So Matte to kolejny z niewielu w tym poście produkt, którego nie miałam okazji jeszcze przetestować.
Choć na początku odesłałam Was do innego postu, w którym pokazuję swoje zakupy ze standardowymi produktami, to widok nieruszonej pomady skradł moje serce do tego stopnia, że musiałam wstawić ją do tego haulu. Może to jakieś zboczenie, spowodowane sporą ilością fotografii w moim życiu, ale zdjęcie naprawdę mi się spodobało haha. Jednak nie o zdjęciach będziemy tu rozmawiać, a o pomadzie z Wibo. Pierwszą kupiłam od razu po jej premierze i mimo tego, że sporo osób narzekało, że szybko zasycha – u mnie wytrzymała ponad rok! Kosmetyki niestety nie żyją wiecznie, dlatego skusiłam się na nowe opakowanie. Zdecydowanie jeden z najlepszych produktów do brwi jakie posiadałam czy posiadam.
Podkład jest, puder jest, to teraz zajmiemy się sprawieniem, by nasza twarz nie wyglądała "płasko". Przy ostatnim poście z kosmetykami wspomniałam, że szukam odpowiedniego produktu do konturowania. Po przetestowaniu kilku takich artykułów śmiało mogę stwierdzić, że go znalazłam. Kobo Matt Bronzing & Counturing Powder w odcieniu Sahara Sand to właśnie to, czego szukałam. Odcień, o którym mowa jest idealny dla jasnych karnacji. Warto wspomnieć również o tym, że bronzer nie robi plam i łatwo się z nim pracuje. Obok zobaczyć możecie także bronzer Lovely w odcieniu Milky Chocolate. Ten jest już ciemniejszy i użyję go, gdy moja skóra nabierze słonecznego odcieniu.
Oprócz konturowania warto pamiętać także o rozświetleniu. Rozświetlacze to zdecydowanie moja ulubiona część makijażu. Myślę, że dodają twarzy czegoś niesamowitego! Postanowiłam wreszcie wypróbować jak sprawują się produkty na mokro i tutaj ponownie się zakochałam. Face Makeup Water Proof Highlighter Stick Rosegal (odcień 01) cudownie podbija blask rozświetlacza w kamieniu. Nieważne, z czym go połączycie, razem tworzą piękną taflę na naszych policzkach. Wibo Selfie Loose Shimmer (Gold) to coś, czego nie używałabym raczej na policzki, no, chyba że właśnie do zdjęć. Z tego, co zauważyłam, zawiera dość sporo brokatu, co daje piękny efekty tylko na fotografii. Na co dzień sprawdza się jednak idealnie w kącik oka czy pod brew i tam właśnie go wykorzystuję. Jeśli chodzi jednak o rozświetlacze w kamieniu mam Wam do polecenia dwa produkty. Pierwszy MySecret Face Illuminator w odcieniu Sparkling Beige to artykuł nadający się zarówno do chłodnej, jak i ciepłej karnacji. Daje przepiękny efekt. Wibo Diamond Illuminator = niska cena i super jakość. Podobnie jak w przypadku kultowych rozświetlaczy z Lovely.
Kolejne produkty mają wielu swoich przeciwników, jak i zwolenników. Ja należę do tych drugich. Nie wyobrażam sobie pełnego makijażu, a tym bardziej konturowania bez ubarwienia polików odrobiną żywego odcieniu różu. Twarz dzięki Wibo Smooth&Wear Blusher (na zdjęciach nr 5 i 6) wygląda na zdecydowanie żywszą, zdrowszą.
Rzęsy w makijażu są dla mnie równie ważne. Tak jak brwi potrafią odmienić naszą twarz w zależności od tego jak bardzo je podkreślimy. Z pokazanych przeze mnie produktów aktualnie przetestowałam jedynie dwa: Maybellinne Lash Sensational oraz Miss Sporty Pump Up Booster. Pierwszy jest dla mnie klasykiem i wracam do każdej jego wersji. Drugi zdecydowałam się kupić po tym, jak przypadkowo znalazł się w mojej kosmetyczce po powrocie z Poznania.
Popękane i suche usta zimą to moja największa zmora. Czasem bywa tak, że nawet do wiosny męczę się z doprowadzeniem ich do normalnego stanu. W tym roku zdecydowałam się jednak zaopatrzyć w dwa nowe produkty, typowo do pielęgnacji. Evree Sugar Lips zachwycił mnie od samego otworzenia. Prosty, ale bardzo ładny design. Zapach przepiękny, a do tego działa tak jak powinien. Usta są nawilżone, mięciutkie i pozbawione suchych skórek. Nawilżeniem zajął się także dość popularny balsam, jakim jest Carmex. Wersja, którą wybrałam, pachnie przepięknie, a nawilżenie utrzymuje się nawet po „zjedzeniu” produktu.
Będąc już przy temacie ust, wspomnę o moich nowych odkryciach. Nie przykładam zbyt wielkiej uwagi do koloru moich warg i zazwyczaj zostawiam je z samym balsamem, ale czasem tak bez żadnego powodu po prostu mam ochotę je pomalować. Bell HYPOAllergenic Mat Liquid Lipstick (nr 01 Florence) to zdecydowanie najtrwalsza matowa pomadka, z jaką miałam styczność. Niestety przy tym bardzo wysuszająca. Powiększyłam także swoją kolekcję K’Lips. Tym razem zdecydowałam się na odcienie Candy Shop oraz Pink Poison. Dodatkowo skusiłam się na konturówki z Lovely: Perfect Line nr 1 i nr 2, a także Wibo: Automatic Line nr 5 i Nude Lips nr 2. Mimo chęci nie udało mi się przedstawić kolorków na ustach ani ręce. Niestety robienie zdjęć samemu jest dość trudne w takich przypadkach.
No i na sam koniec zostawiłam największego ulubieńca, co sami możecie zauważyć po zużyciu. Giorgio Armani "Si" to najpiękniejszy zapach, jakim kiedykolwiek mogłam się perfumować. W opisywaniu zapachów nie jestem mistrzem, jednak zdecydowanie jest wart polecenia ze względu na wyjątkowość swoich nut zapachowych i trwałość, z jaką utrzymuje się na skórze czy ubraniach.
Mam nadzieję, że mała odskocznia w formie pokazywania zakupów Wam się spodoba. W komentarzach koniecznie dajcie znać czy znacie któryś z tych produktów, co o nich sądzicie i czy chcielibyście więcej postów tego typu. Będzie mi też niezmiernie miło, jeśli napiszecie, co sądzicie o zdjęciach. Pierwszy raz fotografowałam przy lampie, która znacznie ułatwia pracę, ale jednocześnie ją utrudnia :) Dodatkowo - w bocznej kolumnie umieściłam ankietę, która znacznie ułatwi mi dobieranie postów wstawianych na stronę, więc zapraszam do zagłosowania!

Na Zaful oraz  Rosegal aktualnie trwają promocje, więc jeśli chcielibyście coś zamówić - warto zrobić to teraz! Zostawiam Wam linki do obu sklepów :)

ROSEGAL
ZAFUL


Read more
Zaula, 2017