29 października 2018

Ogromny haul zakupowy - ponad 50 nowych produktów!

Anne-Marie - 2002
Przez ostatnie kilka miesięcy w moje ręce wpadło sporo kosmetycznych nowości. O niektórych słyszałam dobre opinie i właśnie to zachęciło mnie do wypróbowania ich, a niektóre wpadły do mojego koszyka tak "przypadkowo". Poza kosmetykami nowymi dla mnie i tymi, które dopiero pojawiły się w sklepach, tak jak zwykle zaopatrzyłam się w swoich ulubieńców, których nie może brakować w mojej kosmetycznej komodzie. Są tu jacyś miłośnicy kosmetyków i hauli? Dzisiejszy post jest zdecydowanie dla Was!

Jeśli chodzi o nowości na sklepowych półkach, na pierwszy ogień idzie odżywczy primer i serum do twarzy 2w1 Unicorn Tears z Wibo. Czy opakowanie nie przypomina Wam minimalnie Farsali? Nie miałam okazji używać Unicorn Essence, ale zdecydowanie było to moje pierwsze skojarzenie. Pipetka nabiera idealną ilość produktu potrzebną na moją buzię. Dużym plusem jest zapach – nie jestem w stanie go opisać, ale jest przyjemny. Sam w sobie płyn zawiera niewielkie drobinki i jest różowy, ale całe szczęście – nie są one widoczne po nałożeniu na twarz. Produkt bardzo dobrze sprawdza się pod makijaż – szybko się wchłania i nie klei, ale nie zauważyłam nawilżenia, które obiecuje producent. Po tym, jak moje serce skradła nawilżająca, perłowa baza z Bielendy (która przed chwilą właśnie rozlała mi się w organizerze), stwierdziłam, że muszę przetestować też inne bazy tej marki. Zdecydowałam się na Magic Base – luksusowa złota baza tonująca z efektem BB, która także jest nowością. Nie miałam jeszcze okazji jej testować, więc na tą chwilę jestem w stanie napisać jedynie, żebyście nie stawiali jej poziomo. Ostatnią bazą jest Maybelline Master Prime. W Internecie opinie różnią się w zależności od strony: na jednej ludzie ją kochają, na innej nienawidzą. Ja, tak jak w przypadku poprzedniej, jeszcze nie miałam okazji wyrobić sobie zdania.
W kategorii podkładów pojawiło się u mnie chyba najwięcej nowości. O podkładzie z Ingrid - Ideal Match możecie przeczytać w poście, gdzie wykonałam cały makijaż tą marką. Dopiero teraz, gdy już załadowałam zdjęcia i przejrzałam stare posty z produktami, zauważyłam, że o Rimmel Lasting Finish Breathable już Wam pisałam. Do dziś nie kupiłam go w odpowiednim kolorze, ale bardzo chętnie używam go z rozjaśniaczem do podkładów. Mogę powiedzieć, że stał się moim ulubieńcem. Oprócz tego na ostatniej promocji w Rossmannie kupiłam także popularny podkład z Eveline - Liquid Control. Aktualnie używam go chyba najczęściej i sprawdza mi się najlepiej. Krycie jest średnie i nie radzi sobie z większymi niedoskonałościami, ale do szkoły, gdy tego nie potrzebuję, jest super. Kolejne zdjęcie przedstawia podkłady z kolekcji AA Vegan: MATT i FRESH. Na grupkach robią furorę, bo są tanie i podobno bardzo dobre, jednak u mnie czekają na swoją kolej. Dobrze, że producent zadbał o komfort klienta, zaklejając tubkę sreberkiem, przez co widzimy czy został on otwarty. Z tego samego powodu w moje ręce wpadł fluid matujący z Bielendy. Wpada bardzo mocno w żółte tony, jednak będzie idealny dla bladziochow, bo odcień 0 jest naprawdę bardzo jasny. Na CC Cream z Bourjois skusiłam się, będąc u babci, ponieważ bardzo spodobał mi się w sklepie. Korzystając z promocji, wzięłam go do spróbowania, jednak tak jak sporo produktów w tym poście - jeszcze nie pojawił się na mojej twarzy.
W kategorii korektorów również zaopatrzyłam się w kultowe produkty, tym razem marki Catrice. Na promocji kupiłam zarówno Camouflage w słoiczku, jak i w płynie. Oprócz tego standardowo w moim koszyku pojawiły się korektory Eveline: 8w1, 2w1 i Lovely Jumbo. To właśnie te produkty, których nie może zabraknąć. Przechadzając się po sklepie, całkiem przypadkowo wpadł mi w ręce też produkt Wibo - 4in1 Concealer Pallette. Używam jedynie tego jasnego odcienia do wyrównania brwi i w tym sprawdza się genialnie. Resztę odcieni może kiedyś przetestuje.
Po milionach recenzji tych dwóch pudrów Wibo musiałam się an nie skusić i sama wreszcie je przetestować. Rice Powder na pewno zostanie ze mną na długo. Idealnie matuje skórę na wiele godzin. Banana loose powder czeka na swoją kolej, ale już teraz wiem, że cudownie pachnie. Oba bronzery wybrałam z polecenia youtuberek. Maja chłodne tony a ich cena nie jest wysoka. Nie mogłam się powstrzymać i przetestowałam je od razu, więc śmiało mogę polecić je też ze swojej strony.
Kategoria, na którą czekałam od samego początku tego postu to rozświetlacze. Jestem ich miłośniczką i nie wyobrażam sobie nie mieć ich w swojej „kolekcji". Tutaj też wpadło całkiem sporo nowości. Marka Lovely wypuściła aż trzy nowe produkty: Glow Better, Pink Bite i Gold Digger. Po tym, jak moim sercem zawładnęły Silver i Gold nie mogłam sobie odpuścić. Na szczęście się nie zawiodłam. Zdecydowałam się także na produkty w płynie: Eveline All in One Cream Face Illuminator oraz Wibo Chrome Drops Liquid Illumintor. Produkt z Eveline pięknie i naturalnie wygląda na skórze bez podkładu (z podkładem jeszcze go nie testowałam). Z Wibo nie za bardzo się polubiłam. Może to moja wina i nie potrafię go używać, bo w internecie ma całkiem sporo swoich zwolenników, ale u mnie na twarzy się nie sprawdza. Chętnie wykorzystam go latem podczas jakichś sesji. Rozświetlacz Sensique Highlighting Powder to kolejny produkt z polecenia RLM. Ewa określiła go jako zamiennik kultowego rozświetlacza z ABH, więc musiałam go wypróbować.
Nie wiem, czy kiedyś o tym wspominałam, ale przez bardzo długi czas byłam bardzo na NIE, jeśli chodzi o róże. Nie pamiętam kto i kiedy sprawił, że się to zmieniło, ale teraz, tak jak wspominałam w ostatnim haulu, nie wyobrażam sobie pełnego makijażu bez tego produktu. Róże Bourjois są znane chyba wszystkim. Na rynku istnieją już naprawdę sporo lat. Pamiętam, że gdy byłam mała moja mama już ich używała. Teraz bardzo miło było do niego wrócić. Te na zdjęciach są w odcieniach 33 Lilas d'Or oraz 41 Bonne Mine.

Kojarzycie hasło "nie ufam ludziom bez brwi"? Ja mimo ciemnych włosków i jakiegoś tam zarysu brwi nie lubię, gdy nie są pomalowane i czuję się właśnie, jakby ich nie było. Lubię testować nowe produkty mimo miłości do pomady z Wibo. Na zdjęciu zobaczyć możecie produkt Waterproof Brow Maker z Bell HYPOAllergenic w kolorze DARK. Chętnie dam znać jak się spisuje, gdy tylko ją przetestuję. Oprócz tego zaopatrzyłam się także w cienie z Wibo. Chciałam sprawdzić, czy są, chociaż minimalnie tak dobre, jak cienie z Golden Rose. Zdecydowałam się również na Eyebrow Shape&Define i Brows Concealer z Wibo, ale ich również nie testowałam.
Ciężko mi uwierzyć w to, że wreszcie w moim haul'u pojawiają się jakieś cienie, bo wcześniej jakoś rzadko wykorzystywałam je w swoim makijażu i raczej wystarczało mi to co mam. Do zakupu paletki Chocolate Elixir od I Heart Makeup skusiło mnie opakowanie przypominające tabliczkę czekolady. Plusem jest także zapach, nie przypomina on czekolady, jednak jest bardzo przyjemny. Bardzo podoba mi się tez lusterko, które ułatwia wykonanie makijażu. Cienie są dobrze napigmentowane i blenduje się je bardzo dobrze. Kolory pozwalają na wykonanie makijażu zarówno dziennego, jak i wieczorowego. Pigment Magic Dust z MySecret w kolorze Turquoise Snow przepięknie wygląda na oku i opalizuje na bardzo ładny odcień niebieskiego. Jest bardzo wydajny i w porównaniu do jakości - mega tani. Kolejne paletki, tym razem Revolution: Reloaded Newtrals i Re-loaded Visionary skusiły mnie swoja cena, bo kosztują tylko 20 zł. Za taka niską cenę otrzymujemy 15 dobrze napigmentowanych cieni. Żółty cień z Miyo to dla mnie tańszy zamiennik Inglota. Nie wiem, czy pigmentacja rzeczywiście jest podobna, ale cieniem SUNRISE pracuje się bardzo dobrze. Dwa pigmenty w dość dużych opakowaniach to część paczki z zaful/rosegal. Ładnie wyglądają nakładane palcem na sucho, choć na pewno chciałabym wypróbować je na glitter primer z Nyxa. Catrice The Modern Matt Colection trafiła w ręce mojej mamy. Nie narzeka na pigment i chętnie z niej korzysta, dlatego oceniam ja pozytywnie. Na koniec najmniejsza, choć wcale nie najgorsza paleta - Peach Desire. Opakowanie przypomina mi trochę cienie, którymi malowałam się jako dziecko, ale niech Was to nie zmyli. Jakość jest naprawdę dobra! Jestem nawet w stanie powiedzieć, że to jedna z dwóch dobrych palet stworzonych przez Lovely (oczywiście pomijając te najnowsze, nie miałam jeszcze okazji ich używać). Mają bardzo dobrą pigmentację, ale nie robią przy tym plam. Rozmiar idealnie pasuje do każdej kosmetyczki, nawet tej podróżnej - choć trzeba pamiętać tu również o lusterku, którego w opakowaniu brakuje.
Trio brokatowych eyelinerów zamówilam na rosegal/zaful, nie spodziewałam się dużo, jednak są cudowne. Pięknie prezentują się jako dodatek do czarnej kreski, mają dużo brokatu i ich trwałość jest bardzo dobra. Kolorowe eyelinery kupiłam w Hiszpanii, głównie z myślą o zdjęciach, ich jakość jest średnia, ale na zdjęcia są okej.
Fixing Spray marki Wibo to kolejna z rzeczy, którą polecało naprawdę sporo osób! Nie zostawia kropli widocznych na makijażu, zjada pudrowość, nie zabierając przy tym matu. Dodatkowo dużym plusem jest to, że nie daje uczucia ściągniętej twarzy.
Pierwsze dwa tusze: Wibo Queen Size i Lovely Lash Extension kupiłam skuszona dobrymi recenzjami i niską ceną. Nie testowałam ich jeszcze, ponieważ nie chce na razie ich otwierać. Wolę wykorzystać to, czego używam, a potem wezmę się za te. Trzeci to pewnie wszystkim już znany tusz Lovely Pump Up, który jest moim ulubieńcem i kupuję go za każdym razem, gdy mi się skończy.
Zestaw Oh My Lips od Eveline kupiłam w 4 dostępnych kolorach, które bardzo mi się podobają. Niestety wysuszają trochę usta i brzydko zjadają się w wewnętrznej części ust. Plusem jest jednak temperówka dołączona do konturówki i fakt, że się nie kleją. Kolory które wybrałam to: 01 Neutral Nude, 03 Rose Nude, 05 Red Passion i 08 Lovely Rose.  Największym hitem okazała się dla mnie pomadka Maybeline Super Stay Matte Ink. Jest bardzo trwała, tak bardzo, że nawet olejek ma problem z pozbyciem się jej. Potrafi wytrzymać w dobrym stanie bardzo długi czas i nie wysusza ust. Na początku delikatnie się klei, jednak kiedy zaschnie efekt ten znika. Mój kolorek to 05 Loyalist. Produktu Wibo Spicy Lip Gloss używam głównie na matowe pomadki i do tego sprawdza się super, nie zauważyłam jednak powiększenia ust mimo lekkiego pieczenia. Ma w sobie małe drobinki, które opalizują na różowo. Złota pomadka to kolejny produkt, który zamówiłam z myślą o zdjęciach. No i na koniec, tak żeby uratować moje usta w tą okropną porę roku, z pomocą przychodzi mi Carmex i Lip Butter Coconut Nivea.
Toniki z Ziaji i Evree to nieodłączny element mojej porannej i wieczornej rutyny. Korzystam z nich po umyciu twarz. Nie zauważyłam negatywnych skutków stosowania na mojej twarzy. Wszystkie mają piękny zapach, a forma sprayu ułatwia stosowanie. Wielofunkcyjny żel aloesowy Holika Holika to hit ostatnich miesięcy. Moje odczucia, po używaniu go dłuższy czas, są dość mieszane. Na początku nigdy nie występowało uczucie ściągnięcia, teraz czasem się ono pojawia. Opakowanie 250 ml jest ogromne, patrząc na wydajność. Używam go codziennie już sporo czasu, a zużycia nie widać. U mnie znalazł zastosowanie jako nawilżenie na twarz, włosy, a także dłonie. Dowiedziałam się też, że można dodać go pod podkład do olejowania włosów. Żel antybakteryjny jest niezbędnikiem w mojej kosmetyczce. Nie zawsze mamy dostęp do wody, aby umyć ręce a wtedy ratunkiem jest taki mały żel. Swoje kupiłam w Bath&Body Works podczas podróży do Warszawy. Mają przepiękne zapachy i najchętniej kupiłabym ich więcej! Peeling Pure Neroli z Evree zawiera małe drobinki, dlatego nie poleciłabym go dla osób z problemami skórnymi. Jednak pięknie pachnie i jest bardzo poręczny, ma konsystencję gęstego żelu, jest też bardzo wydajny, co jest jego kolejnym plusem. Stosowałam go zaledwie kilka razy, także nie mogę napisać nic o efektach, ale zapowiada się dobrze. Maseczki peel of z Selfie Projekt przyciągają klientów zawartością brokatu, który wygląda ładnie na buzi. Nie miałam okazji jeszcze ich spróbować, jednak słyszałam wiele pozytywnych opinii na temat działania. Na pewno na noc z przyjaciółką to super sprawa.
Mgiełki z Avonu to chyba bestseller, nie znam osoby, która nigdy by o nich nie słyszała. Mają niską cenę i pięknie pachną, a zapach nie znika po chwili. Jeżeli będziecie mieli okazję wypróbować, to polecam. Oprócz tego z Avonu bardzo lubię też perfumy. Tak jak chyba wspominałam wyżej - nie jestem dobra w opisywaniu zapachów, ale myślę, że w katalogu znajdziecie kółeczka do powąchania. Tak jak nieodłącznym elementem mojej pielęgnacji są toniki, tak nie wyobrażam sobie makijażu bez użycia zalotki. Moje rzęsy wtedy mimo pomalowania są praktycznie niewidoczne. Swoją zamówiłam prawdopodobnie na rosegal, ale sprawdza mi się super.

Tak jak widzicie, produktów nazbierało się naprawdę dużo. Jeśli w głowie pojawiła Wam się myśl "ile tu wydanych pieniędzy", "kiedy ona to wszystko zużyje" to nie martwcie się o to. Większość kosmetyków używam razem z mamą lub jednocześnie kilka i żadnego nie kupiłam w pełnej cenie (kilka też dostałam). Oczywiście są to zebrane zakupy z kilku miesięcy! Jeśli używaliście któregoś z wymienionych produktów, to bardzo chętnie przeczytam Waszą opinię. Któryś przykuł waszą uwagę i chcielibyście przeczytać na jego temat osobny post - też dajcie znać! Chętnie przygotuję jakieś porównanie. Jeśli przeczytaliście wszystko i dotrwaliście aż tutaj - gratulacje i wielkie dzięki!!

Read more

15 października 2018

Co Wy właściwie lubicie?

Little Mix - Woman Like Me ft. Nicki Minaj
Za każdym razem, gdy zaglądam do listy swoich pomysłów na posty, w mojej głowie pojawia się myśl "Co właściwie lubią moi czytelnicy? Jaki post z tej listy spodoba im się najbardziej?". No właśnie, co podoba się Wam najbardziej? Co najbardziej lubicie?

Statystki mojej strony są tak różnorodne, że nie jestem w stanie określić, co przyjmie się najlepiej. Moja lista obejmuje posty z przeróżnych kategorii, tak jak przeróżne posty pojawiały się tutaj. Nie lubię ograniczać się do jednego typu. Lubię wstawić tutaj haul, post ze stylizacją, zdjęcia z wyjazdu czy polecić Wam jakiś serial lub film. 
Ostatnio w mojej głowie pojawił się też pomysł publikowania tu moich sesji, które dotychczas pojawiały się tylko na instastory (aktualnie założyłam także osobnego instagrama - katiemoon.jpg). Od lat biegam z aparatem i chyba czuje, że to czas na pokazanie moich prac. Co o tym sądzicie?

Wolicie, gdy blog jest ukierunkowany na jeden temat i obraca się wokół niego czy jednak przepadacie za różnorodnością?
photos - Roksana Rybak

Post krótki, ale pytań wiele - macie na co odpowiadać w komentarzach!


Read more
Zaula, 2017