23 stycznia 2016

HAUL ZAKUPOWY #4 (Zara, Empik, Douglas...)

DNCE - Cake By The Ocean


Nie jestem osobą u której co miesiąc pojawia się masa nowych zdobyczy w szafie. Lubię zakupy ale nie lubię wydawać pieniędzy więc galeria jest miejscem w którym rzadko można mnie spotkać chyba, że spotykam się tam z kimś ze znajomych. Jeśli jednak już wybieram się na zakupy spędzam na chodzeniu po sklepach naprawdę mnóstwo czasu a zazwyczaj i tak kończę z jedną czy dwoma rzeczami (i mamą która ciągle powtarza, że ma już dość). Po świętach jak wszyscy wiemy w większości sklepów pojawiają się wyprzedaże i aż roi się od ludzi. W tym roku postanowiłam z nich skorzystać i kupić kilka rzeczy za w miarę rozsądną cenę. Oprócz tego w ostatnim czasie przyszło do mnie kilka paczek(w czym jedna jest prezentem za który jeszcze raz cholernie dziękuję!!), których zawartość także Wam pokażę. Na zdjęciach w miarę możliwości przedstawiłam Wam sklep/stronę i cenę natomiast linki znajdziecie pod zdjęciami. Bez przedłużania, zapraszam na haul w stylu "mierzymy".



















| Black Blouse - Shein | That Moment - Douglas | Shirt - Romwe  |  T-shirt - Dresslink | Mickey Blouse - Romwe |



A Wy, kupiliście coś na poświątecznych wyprzedażach? 
Read more

19 stycznia 2016

500 followers | fanpage

Calvin Harris & Disciples - How Deep Is Your Love


Styczeń tego roku jest dla mnie trochę miesiącem wracania do niedalekich wspomnień; skręcona kostka, połowa blogowego celu i w planach mam także pokazanie wam nowości. Potrzebuję czasu, by oswoić się z tym, że cyferka w dacie zmienia się na jedną wyżej i przestać pisać w zeszycie na marginesie rok 2015. Nie mam noworocznych postanowień, nigdy jakoś szczególnie mi one nie wychodziły. Jeśli chcę coś zrobić - robię to od dziś, nie od nowego roku. Nie chcę mówić też o planach związanych z blogiem, jest ich dużo, ale zauważyłam, że jeśli czymś się cieszę i o tym mówię, to zazwyczaj dzieje się COŚ, co wszystko psuje. Chcę by ten rok po prostu był "mój" w takim stopniu jak to możliwe. Wracając do połowy blogowego celu: w okolicach 20 grudnia na pasku bocznym w gadżecie "Followers" przy "Członkowie" pojawiła się pewna magiczna dla mnie liczba, mianowicie 500, 500 obserwatorów. To mogłoby wydawać się głupie i może takie jest, ale cieszę się, że jest Was tutaj aż tyle. Niedługo miną dwa lata odkąd napisałam tutaj swój pierwszy post i wiem, że nie powinnam jakoś szczególnie rozpisywać się tutaj z podziękowaniami, bo ponownie będę robiła to za kilkanaście dni, ale chcę żebyście wiedzieli - to miejsce jest dla mnie bardzo ważne i dzielenie się nim z Wami, z tak ogromną liczbą osób sprawia mi jeszcze większą przyjemność, niż gdy było was sporo mniej. Nigdy jakoś szczególnie nie liczyła się dla mnie liczba, było tylko: jakość, jakość, jakość, ale nie byłam w stanie dawać z siebie wszystkiego widząc, że nie jestem doceniania i komentarze pod moimi postami to głównie reklama. Ta liczba dała mi dużego kopa w tyłek i wiem, że muszę wziąć się w garść. Od dziś do żywych wraca mój fanpage - KLIK - który od kilku miesięcy dzielnie i cierpliwie czekał na tę chwilę. Chciałabym być z Wami w jak najlepszym kontakcie. Poza informacjami o nowych postach postaram się pokazać wam trochę więcej siebie i tego co tak naprawdę mnie kręci poza blogowaniem i fotografią. Różnego typu stylizacje, porównania, informacje o ciekawych filmach oraz piosenkach - z czasem wszystko to i więcej powinno się tam pojawić. Mam nadzieję, że dzięki niemu poznacie mnie jeszcze lepiej na tyle, na ile to możliwe. Jeszcze raz dziękuję za to, że jesteście. Buziaki.



Read more

05 stycznia 2016

Historia nieszczęśliwej przyjaźni...

Zara Larsson - Uncover


Pewnego zimnego, listopadowego dnia, powróciła do mnie kontuzja sprzed roku. Pierwszy raz w życiu odwiedziłam SOR jako pacjent. Tam właśnie się poznaliśmy, ale zacznijmy od początku. Rok temu w okolicach października skręciłam w szkole kostkę. Nadal nie mam zielonego pojęcia jak idąc do pielęgniarki z bólem kolana udało mi się to zrobić, ale ja to w końcu ja - zdolna do wszystkiego. Przez rok ignorowałam bóle i nie miałam zamiaru wybierać się do lekarza, nie lubię ich. Dziś wiem, że wybranie się tam w niedzielę, jedenastego miesiąca 2015 roku, było bardzo dobrym wyjściem. Nasze spotkanie było całkiem przypadkowe, w życiu nie pomyślałabym, że do niego dojdzie. Zobaczyłam go. Był podobny do większości swojej grupy a jednak wyjątkowy. Na początku nie bardzo się polubiliśmy. Z dnia na dzień było między nami coraz lepiej. Po pewnym czasie doprowadził nawet do ustania bólu mojego naderwanego i skręconego stawu skokowego. Nasza przyjaźń trwała zaledwie dwa tygodnie, ale teraz wiem, że był czymś czego potrzebowałam. Chyba zaczynałam czuć do niego coś więcej. Spędzaliśmy ze sobą bardzo dużo czasu, każdą wolną chwilę. Całe dnie spędzaliśmy w łóżku, lubiliśmy wspólnie leniuchować i oglądać filmy. Uwielbiał, kiedy czytałam na głos jego ulubione książki, a kiedy włączałam mu swój ulubiony serial, cierpliwie leżał na swoim miejscu. .Z dnia na dzień coraz bardziej się poznawaliśmy. Zdawał sobie sprawę ze wszystkich moich boleści i sumiennie asekurował moje słabsze punkty. Wspólnie słuchaliśmy muzyki, faktycznie, może czasem czułam się nieco obciążona jego towarzystwem. Niestety wszystko, co piękne, kiedyś się kończy. Oficjalnie 15 grudnia 2015 roku ja i mój gips (a właściwie szyna) Franek pożegnaliśmy się ostatni raz i udajemy, że nigdy się nie znaliśmy. 

Potraktujcie cały post z duuużym dystansem, chciałam w jakiś inny sposób opisać Wam co działo się ze mną w ciągu połowy grudnia. Przy okazji - Szczęśliwego Nowego Roku!







| denim coat - click | t-shirt - click | shoes - deezee |
Read more
Zaula, 2017