27 lipca 2016

CRACOW 19|07|2016

Demi Lovato - Body Say


Mimo, że kocham Kraków, o czym już tu pisałam, to jestem w nim stosunkowo rzadko w porównaniu do tego, jak często mogłabym tam być. Oczywistym jest więc to, że na mojej wakacyjnej liście miast nie mogło go zabraknąć. Tym razem jednak nie byłam zbytnio nastawiona na zwiedzanie, bo nie to było moim celem.
Mam mnóstwo znajomych, których poznałam przez internet lub tylko tam mamy kontakt przez to gdzie mieszkamy. Korzystam dlatego z każdej możliwej okazji na spotkanie z nimi w rzeczywistości, bo to naprawdę sprawia mi radość. Tym razem na moich zdjęciach goszczą trzy osóbki, z którymi udało mi się spędzić pół dnia w Krakowie. Moja przygoda zaczęła się już w Katowicach, gdy w ostatniej chwili dowiedziałam się, że przystanek mojego autokaru jest przeniesiony. Na miejscu, przed spotkaniem z dziewczynami, zdążyłyśmy z Jowitą zjeść, kupić koszulkę i… zgubić się w Galerii Krakowskiej. Na szczęście Klaudia i Julia opanowały sytuację i w krótkim czasie znalazłyśmy się na rynku. Pogoda postanowiła trochę zepsuć nam plany co poskutkowało ponownymi odwiedzinami galerii. Niemniej jednak dzień spędziłam bardzo miło i mam nadzieję, że będzie okazja do powtórzenia go. Może wtedy pogoda nie postanowi zepsuć mi planów i uda mi się odkryć zakątki tego miasta, którego jeszcze nie poznałam w całości.

| denim jacket - click

Read more

18 lipca 2016

Italy 2016

Alvaro Soler - Sofia


Po dwóch długich podróżach, które umożliwiły mi zobaczenie tak cudownych wschodów i zachodów słońca, znów jestem w Polsce i prawdopodobnie tutaj spędzę resztę swoich wakacji. Mimo to, te 10 dni poza granicą, dokładniej w Rimini, spędziłam całkiem miło i myślę, że całkiem mi się to należało. Łóżko wyglądające jak szpitalne było nawet wygodne, ale zdecydowanie wolę swoje i cieszę sie, że jestem już w domu. Ciężko napisać coś ciekawego na temat tego obozu, ponieważ dni były dość monotonne i polegały głównie na leżeniu na plaży oraz, w moim przypadku, tylko siedzeniu na jadalni i ewentualnie piciu wody, ponieważ większość dań nie była dla mnie jadalna, ale nie polegajcie na mojej opinii - strasznie wybrzydzam (choć muszę przyznać - hotel Tamanco ma całkiem dobrą pizzę). Czasu wolnego mieliśmy jak mogłoby się wydawać naprawdę mało, ale w takim miejscu czas się wydłużał i był wystarczający a często nawet było go za dużo i po prostu siedziałyśmy na wifi, które zresztą było płatne. Wielką fanką piłki nożnej także nie jestem, ale oglądanie finału Euro było chyba najbardziej ekscytującym wydarzeniem tego wyjazdu. Wysokie temperatury, które sięgały nawet 36°, sprawiały, że powrót do pokoju był ogromnym ukojeniem a wychodzenie na miasto było znośne tylko wieczorem (jeśli w ogóle okolice składające się z przeplatających się sklepików i restauracji można nazwać miastem). Przy okazji informacja, która potwierdza zdanie z postu o pakowaniu, brzmiące "(...) Jeśli jednak jak ja w poprzednim roku macie tendencję do zapominania o posmarowaniu się czymś co was ochroni..." w 100% się sprawdziła. Już przy pierwszej okazji 'spaliłam' nogi, przez co przez pozostałe dni leżałam tylko z ręcznikiem na nich, by nie cierpieć bardziej.

Jeśli chodzi o atrakcje, na pewno mniejsze dzieci miałyby tam niezły ubaw: karuzela z konikami, samochodziki, cyrk - wszystko to rozkręcało się wieczorem przy plaży. Kiedy natomiast kadra postanowiła umilić nam kilka wieczorów, zabawiliśmy się m.in w 'Paparazzi' co było mi na rękę, bo stałam za aparatem, ale żeby nie było za pięknie, reszta zabaw była wręcz przeciwna - okropna i zajmowała nam czas, który akurat ja chciałam wykorzystać na przykład na zdjęcia, szczególnie w ostatnich dniach.

Pogoda 'zepsuła sie' w środę i powiem wam, że pierwszy raz tak cieszyłam się z deszczu. Spędziliśmy wtedy czas, moim zdaniem, znacznie przyjemniej. Zajęliśmy się trochę zdjęciami i zakupami co mi, nie ukrywam, bardzo odpowiadało.

Przedostatni dzień, mimo brzydkiej pogody, był całkiem fajny. Pół mojej walizki to rzeczy, które zobaczycie wkrótce. Ostatniego dnia pobudkę mieliśmy rano i po śniadaniu opuściliśmy pokoje. Ostatnim posiłkiem był obiad, po którym odczytana została lista i po długim czasie oczekiwania, wsiedliśmy do autokaru, by zacząć 19-godzinną podróż.

Ale dość o minusach, największym plusem wyjazdu była zdecydowanie ekipa. Cieszę się, że po roku przyjaźni udało mi się spotkać z Darią i przy okazji poznać jej przyjaciółki. Jednak jeśli dostałabym propozycję możliwości pojechania tam drugi raz, raczej bym z niej nie skorzystała. Owszem, odpoczęłam za granicą, ale to nie koniec moich podróży. Przede mną jeszcze sporo jednodniowych wycieczek, z których postaram się zrobić tutaj relacje. Jeśli jednak jesteście zainteresowani spotkaniem lub pocztówkami to zapraszam na mojego snapchata (katiemoon00). Pierwszy wyjazd: 19.07 - Kraków.





























Read more
Zaula, 2017