22 października 2016

KATIE TESTUJE: Słodycze z Włoch

Shawn Mendes - Treat You Better



Jeśli jadąc do Rimini miałam jakiś plan, na pewno było nim przywiezienie wielu słodyczy. Przez pierwsze dni zdążyłam pozachwycać się łatwym dostępem nutella&go, która pojawiła się kiedyś w moich ulubieńcach czy też pringlesów, które wtedy nie były jeszcze dostępne w naszych polskich Biedronkach. Przedostatniego dnia wybrałyśmy się do marketu, gdzie poddałam się pokusom i kupiłam TROCHĘ jedzenia do przetestowania, o którym napiszę w dzisiejszym poście i będzie to już chyba ostatni post z tej całej "włoskiej" serii.


Tak jak wspomniałam we wstępie – nie było problemu z dostępnością Nutella & Go. Miło wspominam jedzenie jej wieczorem na prywatnej plaży razem z dziewczynami, lubię takie zwykłe, ale niecodzienne dla mnie wypady. Chciałam spróbować wersji z piciem i nieco się zawiodłam, bo o ile paluszki i krem oczywiście się nie zmieniają, EstaTHE Limone Drink nie jest dla mnie. Smakuje trochę jak zimna, bardzo przesłodzona herbata z dodatkiem czegoś gorzkiego.

 Zawiodłam się po raz kolejny, gdyż w Mikado & GO liczyłam na czekoladę mleczną, lub po prostu trochę lepszą. Da się zjeść, nie było źle, ale zawsze mogłoby być lepsze. Teraz marzę o spróbowaniu innych smaków, oczywiście w ramach cheat meal’u haha.

O orzeszkach Snack Friends nie ma co się rozpisywać - smakują normalnie. Zaskoczyło mnie jednak opakowanie: zero powietrza w torebce, zero poruszania się orzechów.




Po spróbowaniu cytrynowej EsthaTHE myślałam, że zrobiłam ogromny błąd kupując dodatkowo tę o smaku brzoskwini (EstaTHE Peach). Byłam nieźle zdziwiona, kiedy okazało się, że ten smak jest zdecydowanie lepszy i jednocześnie trochę zła, że zabrałam ze sobą tylko jedno opakowanie tego produktu.

 Chyba nigdy nie widziałam w Polsce Jelly Beans od HARIBO, ale nie raz udało mi się zjeść Jelly Bean dostępnych w empiku czy dużych sklepach. Jeśli mam być szczera – te są zdecydowanie najlepsze ze wszystkich, które jadłam.

Nie trudno ukryć, że firma Ferrero jest przeze mnie bardzo lubiana, a niejedne z ich słodycze śmiało mogłabym zapisać na liście tych ulubionych. Cienki wafelek wypełniony czekoladowo-orzechowym kremem i małymi kawałkami orzechów (Nutella B-ready) skradł moje serce, a ostatni z 8 batoników znajdujących się w pudełku nadal czeka na mnie w szufladzie komody.



 Do swojego koszyka bez jakiegokolwiek zastanowienia wrzuciłam też Mangini - Toffee Milk Chocolate. Po prostu miałam ochotę na jakieś cukierki, a Toffee na opakowaniu od razu mnie zachęciło. To kolejna zupełnie normalna słodycz, o której nie ma co się rozpisywać, ale jak najbardziej polecam. Te w wersji owocowej (Mangini - Agrumi) smakują mi nieco mniej, ale bardzo chętnie zjada je moja mama.


TicTac Mixers Cherry-Cola tak jak poprzednie cukierki, wrzuciłam do koszyka bez powodu. Nie miałam okazji nigdy wcześniej spróbować tego połączenia smakowego w formie TicTaców, ale nie zawiodłam się. Są znacznie lepsze od standardowych, pomarańczowych.


 Uwielbiam Kinder Country, więc nikogo nie zaskoczę jeśli napiszę, że Kinder Country Cream&Crock było pyszne. To kolejny produkt przy którym żałuję, że nie wzięłam więcej, ale może kiedyś będę miała okazję zaopatrzyć się w jakiś zapas. Jeśli Wam także smakuje ten czekoladowy baton z ziarnami – nie zawiedziecie się na tej wersji. Przy okazji, dajcie znać czy jesteście zainteresowani przepisem na ciasto Kinder Country.

Jeśli myślicie, że wiecie jak smakują najlepsze krakersy na świecie, a nie próbowaliście Tuc - Cracker, Pomodoro e Grana Padano to jesteście w ogromnym błędzie i przy najbliższej możliwej okazji musicie to zmienić. Nie jestem fanką krakersów, ba, średnio za nimi przepadam, ale te to niebo w gębie i mogłabym jeść je tonami.



Jak widzicie na opakowaniu, ciastka Snack al latte to biszkopt przekładany kremem. W całej takiej paczuszce znajduje się 10 ciasteczek zapakowanych osobno. Idealne na wycieczkę, drugie śniadanie czy deser do kawy, która dla mnie jest zbawieniem w jesienne dni. Wzięłam także w wersji czekoladowej (Balconi Mix Max) i również są przepyszne.




Na pewno ogromnym plusem Pringlesów jest opakowanie, które nie tylko sprawia, że chipsy są świeże na dłużej, ale także trudniej je zgnieść – szczególnie w podróży, którą musiały ze mną przebyć. Myślę, że są warte swojej ceny. Aktualnie są już zdecydowanie bardziej dostępne w Polsce. Możemy spotkać je nie tylko na stacjach, ale także w biedronce czy dużych sklepach typu Auchan.


Spójrzcie na post z przymrużeniem oka, jest pierwszym tego typu postem na moim blogu i kosztował mnie sporo czasu, o czym przekonali się już moi znajomi. Mam jednak nadzieję, że Wam się spodobał i po kolejnym moim wyjeździe za granicę chętnie zobaczycie taki ponownie. Śmiało piszcie co Wam się podoba, a co powinnam zmienić, a także, które z tych produktów mieliście okazję spróbować i co o nich sądzicie. Trzymajcie się cieplutko w te chłodne dni wypełnione deszczem. 
Read more

02 października 2016

Podsumowanie wakacji 2016!

The Chainsmokers - Don't Let Me Down ft. Daya



Nie trudno zauważyć, że naprawdę lubię wracać do wakacji. W tym roku spędziłam je zdecydowanie aktywniej, dlatego pomyślałam, że podsumowanie ich to dobry pomysł, nawet jeśli skończyły się miesiąc temu.

OBÓZ WE WŁOSZECH

Dwa miesiące wolnego rozpoczęłam obozem we Włoszech, o którym mogliście tu już trochę przeczytać. Dokładny przebieg znajdziecie tutaj i tutaj. Jeśli mam być szczera, strasznie tęsknię za tymi cieplutkimi dniami na plaży czy łatwo dostępnymi, dobrymi słodyczami, ale pod żadnym pozorem za osobami poza naszym pokojem.


KRAKÓW

Pierwszy tegoroczny wyjazd, o którym także udało mi się napisać post, to ten kilka dni po powrocie z obozu, kiedy mogłam po raz pierwszy spotkać się z Jowitą, Klaudią i Julią. Nasze wspólne zdjęcia zrobione na krakowskim rynku możecie przejrzeć tutaj.



WROCŁAW

We Wrocławiu znalazłam się na początku sierpnia. Miałam okazję drugi raz spotkać się z Jowitą, spędzić z nią kilkugodzinną podróż, a także w towarzystwie Wiktorii zwiedzić trochę samego miasta i muszę przyznać, że owszem, Wrocław jest piękny, ale moim ulubionym miastem nadal pozostaje Kraków.





WARSZAWA

Po 15 latach życia miałam okazję wreszcie odwiedzić stolicę Polski, choć mama twierdzi, że kiedyś już tam byłam. W każdym razie nie przypominam sobie tego, więc powiedzmy, że to mój pierwszy raz w tym mieście. Co prawda nie zwiedziłam zbyt wiele, głównie przez czas, ale bardzo dobrze wspominam ten dzień spędzony w towarzystwie Dominiki, która dzielnie wytrzymuje ze mną wszystkie gorsze pod względem mojej twórczości wieczory i nieodpisywaniem na moje wiadomości zmusza mnie do stworzenia 'czegoś' (choć nadal bardzo mnie kocha).






WYJAZD NA WIEŚ

Ostatni tydzień wakacji spędziłam u babci na wsi, jak za czasów szkoły podstawowej. Teraz chyba nawet polubiłam to miejsce i może niedługo tam wrócę. Udało mi się namówić babcię na kremówkę, która swoją drogą jest przepyszna. Miałam okazję obejrzeć sporo cudownych zachodów słońca podczas podróży rowerem, a na dwóch małych wycieczkach zwiedziłam także kawałek Wiślicy, Szydłowa i Pacanowa. Pierwszy raz od podstawówki wybrałam się nad wodę, odwiedzając przy tym Gródek nad Dunajcem i Radłów, a także baseny mineralne Solec-Zdrój. Na kilka godzin odwiedziłam także Tarnów, gdzie kolejny raz spotkałam się z Jowitą.







KONCERT FEEL I SARSY

Zakończeniem wakacji, a jednocześnie wyjazdu na wieś, był dla mnie koncert Feel i Sarsy z okazji Święta Powiśla Dąbrowskiego. Co prawda nieco spóźniłam się na występ idoli dzieciństwa, ale udało mi się usłyszeć dwie piosenki z daleka. Nie przegapiłam jednak wystąpienia Sarsy, która pokazała, że ma ogromny talent. Wydaje się naprawdę miła i cieszę się, że miałam okazję usłyszeć ją na żywo.



Pominęłam oczywiście standardowe wypady ze znajomymi czy sesje zdjęciowe, bo nawet w okresie szkolnym zdarzają się dość często. Jeśli chcielibyście zobaczyć więcej zdjęć z Wrocławia, Warszawy lub Szydłowa - koniecznie dajcie mi znać w komentarzu. Chętnie przygotuję taki post. Napiszcie także jak Wy spędziliście wakacje!
Read more
Zaula, 2017